Real Madryt wygrał 1:2 na wyjeździe z Espanyolem w pierwszym ligowym meczu drugiej kadencji José Mourinho na ławce Królewskich. Jeśli ktoś liczył na niespodziankę — jej nie było. Real od początku był faworytem i tym faworytem pozostał do samego końca, mimo że przez spory fragment meczu wcale na to nie wyglądało.
Ciekawsze od samego wyniku jest to, że mimo nowego trenera, rekordowych letnich transferów i sporej przebudowy kadry, na boisku ta drużyna wygląda niemal identycznie jak rok temu. Espanyol zaprezentował się z kolei solidnie, szczególnie w końcówce pierwszej połowy, i przez spory fragment gry to gospodarze dyktowali warunki.
Dobry początek, później rozkojarzenie
Real zaczął mecz dobrze — już w 5. minucie Jude Bellingham dał gościom prowadzenie. Po tym trafieniu ekipa Mourinho wyraźnie się jednak rozluźniła. Espanyol systematycznie odzyskiwał kontrolę nad meczem i w 34. minucie doprowadził do wyrównania trafieniem Alexa Calatravy. Do przerwy było więc 1:1 — scenariusz, który w hiszpańskiej lidze zdążył się już zrobić dla Realu niemal tradycją: dobry start i rozkojarzenie zaraz po nim.
Druga połowa lepsza, ale bramka padła bardzo późno
Po zmianie stron Real grał zdecydowanie lepiej i częściej gościł w polu karnym Espanyolu, ale długo nie potrafił przełożyć przewagi na kolejną bramkę. Ta padła dopiero w doliczonym czasie gry, w 90+3. minucie — i to po zmianie: strzelcem został Carlos Espí, który na boisko wszedł zaledwie dziesięć minut wcześniej, wchodząc za Jude'a Bellinghama. Ostatecznie 1:2 i komplet punktów dla Realu, ale zdobyty w sposób, który raczej nie napawa optymizmem przed trudniejszymi rywalami.
- 5'Real Jude Bellingham (0:1)
- 34'Espanyol Alex Calatrava (1:1)
- 90+3'Real Carlos Espí (1:2)
Statystyki pokazują dokładnie to, co widać było na boisku — Real miał przewagę w większości kategorii (posiadanie piłki, strzały, xG), ale ta przewaga przez większość spotkania nie przekładała się na wynik. Espanyol grał zdyscyplinowaną defensywę i skutecznie ograniczał rywala, co przełożyło się też na sporą liczbę żółtych kartek po stronie gospodarzy.
Nowy trener, ta sama drużyna
Powrót José Mourinho na ławkę, rekordowe letnie transfery, przebudowana defensywa — a mecz i tak przebiegał według znajomego schematu: dobry początek, luz w środkowej fazie, walka o wynik pod koniec. Jeśli ktoś liczył, że nowy trener i nowe nazwiska od razu zmienią sposób, w jaki ta drużyna gra, ten pierwszy mecz raczej go nie przekonał.